Skrzyczne (1257 m n.p.m.) w samym środku zimy

0
[Wpis po raz pierwszy opublikowany został 22 lutego 2012 roku]

Z uwagi na nieco późną już porę, zdecydowaliśmy się na wjazd kolejką na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego. Zdobycie tego szczytu obyło się właściwie bez żadnych rewelacji i chyba potraktowaliśmy go wyjątkowo rekreacyjnie. Wjechać, zrobić pamiątkowe foty, zjechać / zejść.

Tym razem skusiłem się jednak na założenia moich czerwonych (a wiadomo – kolor dodaje 15 pkt do prędkości) nart. Mimo za małych o 1,5 rozmiaru butów, liczyłem na całkiem przyjemny zjazd. Błąd. Na szczyt wjechaliśmy całą drużyną. Lucky 1 i ja odziani w sprzęt zjazdowy, z kolei Stasiu i Przemek reprezentowali wariant „pieszy”. Podczas, gdy piechurzy mieli wykonać kilka fotografii i zejść do samochodu, ja liczyłem na co najmniej 2 – 3 zjazdy. Jednak tego dnia stok był wyjątkowo nieprzyjazny dla mnie. Po pierwszych kilkunastu metrach jazdy czułem, że coś jest nie tak. Rodzaj napięcia mięśni po odbytej na Klimczok wędrówce był całkowicie inny, niż wymagała tego jazda na nartach. Dodatkowo, wyjątkowo ciasne buty robiły też swoje. Na początku nie poddawałem się i mknąłem niebieską trasą, zwaną Ondraszek, mijając uczące się dzieci i pługujących narciarzy. W pewnym momencie narty odmówiły mi posłuszeństwa i przestały reagować na próby skrętu. Finałem był upadek, po którym zbierałem swoje ciuchy po całym stoku, a jedną z nart znalazłem wysoko wbitą w zaspę. Ondraszek – Zarzeczny 1:0. Pełen upokorzenia pozbierałem się i zjechałem na dół. Pewnie jeszcze nie jeden upadek przede mną, jednak tego dnia miałem dosyć.

skrzyczne 4 skrzyczne 1 skrzyczne 3

Ostatnim etapem podróży tego dnia była jazda do Żywca, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. W niedziele czekało na na Pilsko.

Do zobaczenia na górskim szlaku albo Facebooku

Komentarze

Share.

Comments are closed.