Powrót do przeszłości: Na Hrebienok (1285 m n.p.m.)

0
[Tekst po raz pierwszy opublikowany został 5 września 2011 roku]

Podczas gdy w polskich Tatrach na popularnych szlakach panował wzmożony, jak to na długi weekend sierpniowy przystało, ruch postanowiliśmy udać się na Słowację. Może nie tyle żądni przygody i szlaków wyciskających z naszych ciał krew i pot ale ciekawi co skrywa część gór u naszych sąsiadów. Celem wycieczki stał się Stary Smokowiec, oddalony od Zakopanego o niecałe 60 km.

Poranny humor i piękną pogodę zepsuł nam dość szybko przeogromny korek ciągnący się przez blisko 10 kilometrów w kierunku parkingów na Łysej Polanie i Palenicy. Tłumy, tłumy i jeszcze raz tłumy. A wśród nich nieustraszeni kierowcy busów, mknący na tatrzańskich serpentynach pod prąd. Idąc, a raczej jadąc, za przykładem tubylców przeciskaliśmy się naszym japońskim zginaczem przestrzeni między stojącymi w korku autami. Nie jestem z tego specjalnie dumny, ale pogoda była zbyt piękna aby marnować ją stojąc za autami, z których 99,9% czekało na wolne miejsce parkingowe. Z nieco podniesionym poziomem adrenaliny, po 40 minutowym slalomie przekroczyliśmy granicę polsko – słowacką. Jak się potem okazało, wystarczyło wybrać trasę przez Bukowinę Tatrzańską i Jurgów, a wszystkie stresy i niepotrzebne emocje nie pojawiłyby się. Ale cóż… Mądry Polak po szkodzie.

hrebieniok 1

Na Słowacji bez przeszkód dotarliśmy do Starego Smokowca. Zostawiwszy samochód na jednym z parkingów, za cel obraliśmy sobie Smokowieckie Siodełko (słow. Hrebienok), miejsce po drugiej stronie Tatr, które porównać można do naszej Gubałówki. Na ten tarasowy występ z łatwością można dostać się koleją linowo – terenową. My jednak wybraliśmy wariant al pie – wędrówkę trasą idącą na Sławkowski Szczyt (2452 m n.p.m.). Trasa, prowadząca niebieskim szlakiem stanowi bardzo przyjemny odcinek wycieczki. Drogę umilał nam przez cały czas widok na „zbliżający się” Sławkowski. To co zasługuje na uwagę podczas wejścia na Smokowieckie Siodełko to powracająca, niesłychanie wolno do życia, przyroda wokół. W 2004 roku przez południowe stoki Tatr przeszedł bowiem huragan, wiejący z niewyobrażalnie wielką siłą, dochodzącą w porywach nawet do 230 km/h. Velka Kalamita, jak Słowacy nazwali ten żywioł, zamienił tę część słowackiego Podtatrza w iście księżycowy krajobraz, wyglądający jak plan z Bitwy o Śródziemne, z cyklu powieści Tolkiena.

hrebieniok 6

Do rozwidlenia szlaków dotarliśmy po blisko godzinie marszu. Po drodze spotkaliśmy dwóch turystów z Polski, którzy schodzili ze Sławkowskiego Szczytu. Ich krótka, acz treściwa relacja z widoków na szczycie rozbudziła we mnie wielką żądzę odbicia szlakiem na lewo, ku szczytowi. Zdrowy rozsądek skierował nas jednak na prawo, czerwonym szlakiem wprost na Smokowieckie Siodełko (jakieś 20 minut). Po dotarciu na miejsce mogliśmy delektować się widokiem na roztaczający się przed nami Spisz, region, którego dzieje opisane zostały bogato zarówno na polskich jak i słowackich kartach historii.

hrebieniok 2
Największą dawkę emocji, po słowackiej stronie (nie wspominając korków na Morskie Oko) dostarczył nam widok Łomnicy (2634 m n.p.m.), wyłaniający się zza turystycznego kompleksu na Hrebienoku. Majestatyczna, lekko skrywana w chmurach, góruje nad okolicznymi szczytami. Pierwsze moje uczucie na widok tego drugiego co do wielkości (po Gerlachu) szczytu w Tatrach to ogromna fala respektu, którą zalane zostało moje ego. Cóż, wszystko jeszcze przede mną.

hrebieniok 5
Nie spuszczając Łomnicy z oczu, udaliśmy się spacerową trasą odwiedzić pobliskie Wodospady Zimnej Wody. Na trasie przyjemnego szlaku znajduje się również Rainerowa Chata, najstarsze w Tatrach schronisko turystyczne. Nie można w nim co prawda skorzystać z noclegów, a jedynie z oferty bufetu i eksponatów zgromadzonych w muzeum tatrzańskich tragarzy.

hrebieniok 4
Przejście szlaku do zespołu wodospadów znajdujących się w Dolinie Zimnej Wody zajmuje około 20 – 30 minut. Krystalicznie czysty potok, wyżłobione leje i kotły oraz dźwięk rozbijających się wodospadów tworzą obraz bajecznej krainy, z której nie chce się wracać do cywilizacji. Wśród tej idylli znaleźli się jednak śmiałkowie, którzy przeprowadzali kilkuletnie dzieci przez zwalone drzewo na drugą stronę potoku lub też próbowali pokonywać skokami kolejne kotły z wodą.

hrebieniok 3

Po wykonaniu kilkunastu fotografii przyszedł czas na zejście, a raczej zjazd do Starego Smokowca… Kolejka, kolejką, ale nas skusiła oferta pojazd typu hulajnoga. Grube, terenowe kółka, przeraźliwie skrzypiące hamulce i masywna konstrukcja tych pojazdów rozbudziły w nas pragnienie pognania asfaltową drogą w dół. Za jedyne 4 euro mogliśmy na zakończenie dnia podnieść sobie poziom adrenaliny. Niestety pojazdy nie miały szybkościomierza, jednak śmiało mogę zaryzykować, że pędziliśmy ponad 40km/h. Rewelacja!

Komentarze

Share.

Comments are closed.